Strzelanie spod pancerza
Wojskowy pojazd nie powinien być bezbronny, nawet jeśli działa na drugiej linii. Dlatego wozom łączności, ciężarówkom logistycznym, pojazdom rozpoznawczym i patrolowym dodaje się często karabin maszynowy. Problem w tym, że aby taki karabin obsłużyć, trzeba się wychylić z włazu, a wtedy strzelec może oberwać: czy to kulą wystrzeloną przez zaczajonego gdzieś w pobliżu snajpera, czy to odłamkiem od moździerzowego czy ręcznego granatu. Odpowiedzią są zdalnie sterowane moduły uzbrojenia. Na elektrycznie obracanej podstawie umieszcza się karabin maszynowy lub granatnik automatyczny, skrzynkę z amunicją i zestaw kamer. Operator siedzi ukryty pod pancerzem, obserwuje teren na ekranie, a bronią steruje joystickiem.
Brzmi to prosto, ale wcale nie jest takie łatwe do zbudowania. W polskim wojsku i wśród publicystów branżowej prasy krążą legendy o tym, jak to przed laty zdalnie sterowaną wieżyczkę z działkiem, karabinem i wyrzutnią pocisków przeciwpancernych chciał sprzedać Polsce Izrael. Konstrukcja zachwalana jako sprawdzona w boju „poległa” w naszych testach klimatycznych. Choć była odporna na pustynny kurz, zawiodła w starciu ze śniegiem i marznącą mżawką.
Zapotrzebowanie na takie rzeczy jest jednak na tyle duże, że z tematem mierzą się coraz to nowe firmy. W Kielcach swoje zdalnie sterowane moduły uzbrojenia pokazała Grupa WB, którą w jednym z poprzednich odcinków opisaliśmy jako wytwórcę dronów i sprzętu łączności. Wchodząca w skład Grupy firma Arex opracowała je na eksport, ale chce zainteresować również polski MON. Przedstawiciele firmy mówili nam, że największym wyzwaniem jest skuteczna stabilizacja głowicy obserwacyjnej i samego karabinu. Jedno i drugie jest kluczowe dla celnego strzelania. Sporo uwagi wymagają również serwonapędy: muszą działać płynnie z małymi i dużymi prędkościami, co wymaga wyrafinowanego sterowania.



Strzelające roboty
Można pójść o krok dalej i zdalnie sterowaną broń umieścić nie na dachu pojazdu załogowego, ale na jeżdżącym robocie. Budowane od podstaw lub z wykorzystaniem elementów komercyjnych quadów pojazdy są małe i łatwe do ukrycia w terenie. Mogą towarzyszyć żołnierzom piechoty albo wspierać pojazdy załogowe. Oczywiście nikt nie ufa sztucznej inteligencji na tyle, by oddawać jej decyzję o otwarciu ognia. Sterowaniem zajmuje się człowiek, a prace badawcze idą w tym kierunku, żeby automatyka wyręczała go w całej reszcie. To jeszcze pieśń przyszłości, ale już całkiem bliskiej.






Bóg wojny z bliska
Nazywana „bogiem wojny” artyleria wyraźnie zyskała na znaczeniu po wojnie na Ukrainie. Przywiązany do wsparcia z powietrza Zachód nagle stwierdził, że przy solidnej obronie przeciwlotniczej samoloty nie zawsze mogą zapewnić pomoc oddziałom na ziemi. Samolot można strącić lub odpędzić, a pocisku wystrzelonego z działa lub wyrzutni rakiet nie, szczególnie kiedy lecą ich dziesiątki i setki. Dlatego pracuje się nad tym, by artyleria strzelała celnie na coraz większe dystanse, mogła razić cele natychmiast po ich wykryciu przez jednostki rozpoznania, a po wykonaniu zadania potrafiła szybko przenieść się w inne miejsce, aby nie ucierpieć od ognia kontrbateryjnego.
Wojsko Polskie również takie zdolności rozwija i choć rozpoznanie pozostawia jeszcze wiele do życzenia, to dowodzenie i strzelanie prezentuje bardzo przyzwoity poziom. Na stoisku sił zbrojnych można było zajrzeć do wnętrza armatohaubicy Krab i towarzyszącego jej wozu dowodzenia. Liczne radiostacje i komputerowe terminale pozwalają zorientować się w położeniu własnym i przeciwnika, a dane do strzelania przekazać poszczególnym działonom w ułamku sekundy, w skompresowanym pakiecie danych, bez długiego gadania „na fonii”. W połowie tej dekady powinniśmy zobaczyć taki sprzęt w Siedlcach – w planach jest bowiem ulokowanie w tutejszym garnizonie dywizjonu artylerii.







Deski mierzone laserem
Na koniec coś świeżego i nietypowego. Saperzy pochwalili się otrzymanymi niedawno zestawami do szybkiej naprawy dróg i mostów. Typowy kontener przystosowany jest do ładowania na ciężarówkę dźwigiem, systemem hakowym albo odpowiednio dużym „widlakiem”. Wypełniono go po brzegi agregatami, piłami, zagęszczarkami, siłownikami, lampami i masą przeróżnych narzędzi. Wszystko jest umieszczone w wysuwanych szufladach i skrzyniach, dobrze oznaczone i znajduje się pod ręką. Przypomina to trochę zawartość wozów strażackich ratownictwa drogowego, ale tutaj komplet jest o wiele większy.
Tuż obok kontenera z narzędziami stało urządzenie, którego przeznaczenia trudno się było z początku domyślić. Po kółkach i zaczepie widać było, że da się to holować, ale wątpliwości rozwiały dopiero wyjaśnienia obsługi. To mobilny, składany trak, czyli urządzenie znane z tartaków. Można go przyciągnąć w dowolne miejsce, rozłożyć i ze ściętych w pobliżu drzew wyprodukować sobie cały asortyment belek i desek. Ich grubość i długość reguluje się z konsoli, a dokładność zapewniają laserowe czujniki. Przyda się to nie tylko do napraw infrastruktury po wojennym ostrzale, ale i do pomocy po huraganach i powodziach.



AB [MSz]





























Styczeń 2026
