W Polsce na największego specjalistę w tej branży wyrosła prywatna Grupa WB, która dostarczyła już wojsku rozpoznawcze FlyEye i rozpoznawczo-uderzeniowe Warmate’y, a w tym roku zaproponowała użycie już nie pojedynczych maszyn, ale całych zespołów. Przedstawiła koncepcję przełamywania systemów antydostępowych (czyli np. wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej, którą tak lubi chwalić się Rosja – przyp. red.) przy użyciu kilku rodzajów swoich dronów.
Dwusilnikowy Łoś
Najwyższym „piętrem” systemu miałby być duży dwusilnikowy dron o nazwie FT-5 Łoś. Maszyna może operować na wysokości do 5 kilometrów i przekazywać zebrane informacje na odległość do 180 kilometrów. Standardowo ma przenosić głowicę elektrooptyczną pozwalającą na obserwację w dzień i w nocy w jakości HD, zawierającą także dalmierz i podświetlacz laserowy do oznaczania celów dla innych środków rażenia. Producent przewiduje możliwość jej zamiany na aparaturę do namierzania źródeł promieniowania elektromagnetycznego, takich jak radary, radiostacje i emitery zakłóceń. W opcji jest także własna aparatura zakłócająca.
.jpg)

Oko i „kamikadze”
Drugim, niższym piętrem miałyby zostać znane i używane w Wojsku Polskim FlyEye. Operujące zwykle pół kilometra nad ziemią, w nowych wersjach dostają lepsze kamery, akumulatory i oprogramowanie. Mogą też współpracować z amunicją krążącą: zakupionymi już przez Wojsko Polskie Warmate’ami i większymi (opracowanymi na eksport, ale oferowanymi też w kraju) Warmate’ami 2. Te pierwsze, z kilogramową głowicą, mogą skutecznie niszczyć anteny środków łączności, radarów i systemów zakłócających. Te większe, z pięcioma kilogramami materiału wybuchowego, nadają się już do zwalczania celów opancerzonych, wozów dowodzenia itd.





Powietrzny magazynek
Co jest nowością – to że tym wszystkim nie musi sterować operator schowany kilkadziesiąt kilometrów dalej w jakimś kontenerze, transporterze czy bunkrze. Wspomniane Warmate’y, czyli drony-kamikadze, mogą być wystrzelone przez kogoś innego, skierowane w określony obszar i tam czekać w powietrzu, aż wysunięty obserwator na ziemi wskaże im cel. Dzięki temu porażenie celu następuje natychmiast po wykryciu, nie trzeba czekać kilku lub kilkudziesięciu minut na ostrzał artylerii lub klasyczny nalot.
Dla działających w terenie grup specjalnych WB opracowało system U-GATE. Urządzenie łączy w sobie funkcję lornetki i komputera, jest połączone z lekką i nowoczesną radiostacją Perad i pozwala pojedynczemu żołnierzowi przejmować kontrolę nad czekającymi w „powietrznym magazynku” dronami bojowymi i kierować je na wykryte cele. Cały zestaw waży półtora kilograma i zapewnia na tyle sprawną i bezpieczną łączność, że nie trzeba się obawiać przejęcia dronów przez nieprzyjaciela.
Łączność: nie na siłę, a sposobem
Nie są to czcze przechwałki. WB sprzedała swoje drony na Ukrainę, gdzie działały nad Donbasem i były bezskutecznie atakowane przez Rosjan środkami walki elektronicznej. Próbowano zrywać im łączność, zakłócać nawigację i zmuszać do lądowania. Na podstawie tamtych doświadczeń inżynierowie proponują wojsku nowy pomysł na łączność taktyczną. Chodzi o to, by nie przedzierać się przez zakłócenia zwiększaniem mocy radiostacji, bo to skutkuje ich łatwiejszym namierzeniem przez przeciwnika, ale iść w drugą stronę: zamiast kilowatów energii emitować w eter pojedyncze waty. Dzięki temu nasza łączność będzie trudna do wykrycia, natomiast jej zasięg zapewnimy sobie inaczej: poprzez użycie powietrznych retranslatorów. – Nowoczesna osobista radiostacja żołnierza ma zasięg do 12 kilometrów. Ale to w płaskim terenie, pozbawionym większych przeszkód. W lesie dystans komunikacji spada do 1 kilometra, a w terenie zabudowanym do ok. 3 kilometrów. To nie są duże dystanse. Dlatego zamontowaliśmy taką radiostację na dronie FlyEye, by z wysokości kilkuset metrów przekazywała sygnały od żołnierzy na ziemi. Dzięki temu przy takiej samej, kilkuwatowej mocy osobistych radiostacji, można się porozumiewać i przekazywać dane już nie na kilka, ale nawet na kilkadziesiąt kilometrów – tłumaczył nam Wojciech Stankiewicz, specjalista do spraw marketingu WB Electronics, spółki-matki grupy WB.
Sklepik otwarty, kliencie - wybieraj
Kiedy te wszystkie cuda mogłyby się znaleźć w wojsku? Niektóre drony – jak wspomniany rozpoznawczy FlyEye i rozpoznawczo-uderzeniowy Warmate – już tam są. W niezbyt wielkich ilościach, ale są. Łoś jest w fazie testów, podobnie jak opisana aparatura rozpoznania elektronicznego i retranslacji.
Wojsko Polskie, podobnie jak całe NATO, uważnie przyglądało się wojnie na Ukrainie. Wie, że zbyt długim używaniem radiostacji można ściągnąć sobie na głowę bombardowanie lub zmasowany ostrzał artyleryjski. O ograniczaniu transmisji do niezbędnego minimum opowiadał nam podczas tegorocznych ćwiczeń sztabowych dowódca 18. Dywizji Zmechanizowanej. Dlatego sprzęt do szybkiej i trudno wykrywalnej łączności zawsze będzie w cenie.
Co zaś się tyczy rozpoznania elektronicznego i obrazowego to warto przypomnieć, że właśnie zaczyna się formowanie 18. batalionu rozpoznawczego w Przasnyszu. Ma on być oczami siedleckiej dywizji i będzie potrzebował odpowiedniego wyposażenia. Co kupi dla niego MON – przekonamy się w najbliższych latach.
AB/DW





























Styczeń 2026
