O możliwości wyjazdu dowiedzieli się poprzez Kościół. Wyjechali w styczniu, mając zaledwie kilkanaście dni na zamknięcie swoich spraw. Zabrali co się dało, ale część majątku wraz z mieszkaniem musieli zostawić. Na początku trafili do podolsztyńskiego ośrodka Caritas, gdzie douczali się języka i poznawali realia życia w Polsce. – Zajęto się nami dobrze, wszystko nam tłumaczono, doświadczyliśmy bardzo dobrego nastawienia – zapewniają.
Jak trafili do Siedlec? – Przedstawiono nam kilka propozycji, wśród nich Siedlce. Obejrzeliśmy je sobie w internecie i spodobały nam się. Są mniejsze od Doniecka, ale w sam raz do życia. Mamy tu dobre warunki, pod ręką jest sklep, a niedaleko zalew i tereny rekreacyjne, gdzie można pójść z dzieckiem – chwalą nowe miejsce.
Andrzej pracuje teraz jako monter konstrukcji stalowych. Jeździ po Polsce, składa regały w wielkich magazynach. Ma nadzieję wrócić do zawodu przedstawiciela handlowego, ale zdaje sobie sprawę, że do tego jeszcze przez rok czy dwa musi szlifować swoją polszczyznę. Antonina rozejrzy się za pracą we wrześniu, kiedy pośle córkę do przedszkola.
Wsparcia na miejscu udzieliła im Fundacja Leny Grochowskiej. – Zadeklarowaliśmy przyjęcie do czterech rodzin, na razie stanęło na dwóch. Jedna właśnie się wprowadziła do Siedlec, druga osiądzie za kilka dni w Łochowie. Żeby przyjąć takich ludzi, trzeba zapewnić im mieszkanie i pracę na rok. Jeśli chodzi o pracę, to nie było problemu, mam zresztą w tej sprawie kolejne deklaracje okolicznych przedsiębiorców. Co się tyczy mieszkania, to podarował je ze swoich zasobów Konstanty Strus – mówi Władysław Grochowski.
Fundacja dostała od siedleckiego dewelopera trzy mieszkania, a czwarte kupiła „po kosztach” za środki z organizowanych specjalnie w tym celu koncertów i aukcji obrazów. W ciągu roku działalności ściągnęła polskie rodziny z Kazachstanu i Uzbekistanu, a teraz dwie z Ukrainy. Władysław Grochowski namawia do współpracy kolejnych przedsiębiorców i nie narzeka na brak chętnych.
O tym, że ci, którzy się czegoś dorobili, powinni dzielić się z potrzebującymi, mówił nam też fundator mieszkania dla przyjezdnej rodziny, Konstanty Strus: – To odruch serca. Chodzi o rodaków, którzy musieli zostać na Wschodzie nie ze swojej winy. Jeśli kogoś stać, to teraz jest właściwy czas na pomoc. Od kilkudziesięciu lat mówi się o repatriacji Polaków z dawnego ZSRR. Niemcy i Izrael zrobiły to już dawno. Polacy też powinni taki gest wykonać. Nowych mieszkańców przywitał w środę prezydent miasta, Wojciech Kudelski. Życząc im powodzenia zapewnił, że ludzie, którzy nie boją się pracy, znajdą w mieście zajęcie i dobre warunki.
AB/Siedlce/DJ






























Maj 2026
