Ks. Gottfrid Marx w swojej książce „Tajemnicza Afryka”, w której opowiada o swoim doświadczeniu pracy misyjnej na Wybrzeżu Kości Słoniowej pisze: Kultura Afryki i jej mieszkańców nie została wyryta na kamieniu. Nie świadczą o niej również monumentalne ruiny starożytności. Kultura Afrykanów jest kulturą serca, cywilizacją duszy i głębią człowieczeństwa.
Poniekąd ma rację i trudno z tym zdaniem dyskutować. Wiele jednak zależy od punktu widzenia i oczywiście można na tę sprawę popatrzeć zupełnie inaczej:
Dla przeciętnego Ivoryjczyka mało ważne jest jakieś dzieło samo w sobie, albo kto czego dokonał. Ważne są nie efekty, ale to, co dzieje się wcześniej, a więc spotkanie, dyskusja, planowanie, radzenie. Nie daj Boże by komuś wydawało się, że poprzez zakasanie rękawów i po prostu zrobienie uda mu się czegoś dokonać. Cała jego praca nic nie znaczy, bo nie zasięgnął wcześniej opinii innych, starszych, mądrzejszych. Takie dzieło możne więc wsadzić, za przeproszeniem, psu pod ogon.
Pewnego razu brat Jan poszedł skontrolować prace przy wylewaniu schodów do nowego kościoła i zobaczył, że jeden stopień jest nieco pochyły. Bierze miarkę i rzeczywiście: z jednej strony jest dwa centymetry niższy. Woła murarza i pyta:
- Zobacz jak żeś wylał beton, baranie. Przecież razem żeśmy mierzyli i miało być 15 centymetrów z każdej trony.
- Szefie, inaczej się nie dało – odpowiada bez zająknięcia murarz.
- Dlaczego?
- Bo deska była za wąska i z jednej strony nie sięgała linii.
- To nie mogłeś wziąć szerszej?
- …
- No przecież mówiłem, żebyś naprostował ten obraz – mówi już lekko zły.
- No, ale proszę Ojca, przecież wisi – odpowiada chłopak.
- Ale krzywo wisi, nie widzisz?
Odpowiedziało mu milczenie. Sam więc wszedł na drabinę, poprawił obraz, zszedł i pyta:
- Teraz widzisz różnicę?
Chwilę trwało zanim otrzymał potwierdzenie.
Dlaczego o tym opowiadam. By wytłumaczyć, że przeciętny murzyn niemal całkowicie pozbawiony jest wyobraźni. Niektóry mawiają nawet, że murzyn sam nic nigdy nie wymyślił. Tym razem to nie rasizm, ale obserwacja poparta naukowymi badaniami. Historia piśmiennictwa w Afryce (poza jej północnymi krańcami oczywiście) rozpoczyna się wraz z historią kolonializmu. Plemiona afrykańskie same nie wykształciły bowiem kultury pisanej. Najczęściej to dopiero misjonarze uczyli tubylców alfabetu łacińskiego i tworzyli gramatyki ich języków. Według etnografów brak kultury pisanej owocuje z jednej strony olbrzymią rolą jaką odgrywają w ich życiu emocje, z drugiej – brakiem myślenia abstrakcyjnego.
Zaraz obok naszej parafii znajduje się szkoła katolicka. Zarząd nad nią przed laty odgórnie został oddany w ręce ludzi świeckich i rola księży ogranicza się w nich do oceny poziomu życia moralnego i religijnego nauczycieli. Zdarzało się bowiem, że nauczali w niej muzułmanie, buddyści a nawet animiści, ale za to krewni dyrektora.
Poniższa sytuacja miała miejsce naprawdę i spisałem ją na gorąco, skróciłem jedynie trochę odbyty dialog i pozostawiam ją bez dalszego komentarza, a jedynie kilkoma wtrąceniami:
Przychodzi do mnie mężczyzna i mówi:
- Proszę ojca, chciałbym podpisać zaświadczenie o życiu chrześcijańskim.
- Przyniósł pan karnet chrztu (czyli rodzaj dowodu osobistego każdego katolika)?
- Gdzieś go zgubiłem.
- A gdzie pan był ochrzczony?
- W Gagnoa.
- Od jak dawna mieszka pan w Soubré?
- Od jakiś pięciu lat.
- Więc możemy sprawdzić w zeszycie z Dernier du culte (podatek na potrzeby kościoła w wysokości jednej dniówki rocznie) czy figuruje tam pana nazwisko.
- Będąc szczery muszę powiedzieć, że od lat go nie płacę.
- Jest pan żonaty – drążę dalej.
- Tak.
- A w jakim kościele brał pan ślub?
- Kościelnego jeszcze nie brałem.
- Dlaczego?
- Bo to poważna decyzja wziąć tak wielką odpowiedzialność za drugą osobę, a w sercu nie czuję się jeszcze na to przygotowany.
- Mają państwo dzieci?
- Tak, trójkę
- I co, zamierza pan zostawić żonę z dziećmi, bo nie jest pan gotowy na „tak wielką odpowiedzialność”? Nie jest na to trochę na to za późno?
- Ale nie mam pieniędzy na ślub.
- To akurat nie problem. Jeśli jest pan gotowy, to możemy to zrobić prawie za darmo na jakiejś mszy wciągu tygodnia, albo na Wielkanoc. Wystarczy 5.000 franków (jakieś 30 zł) na funkcjonowanie biura.
- …
- A do którego CEB (o CEB już kiedyś pisałem: http://www.podlasie24.pl/wiadomosci/ceb-czyli-koscielne-wspolnoty-podstawowe-1071d.html)
- No, mówiąc szczerze, przestałem tam chodzić.
- Dlaczego?
- Bo za bardzo krytykują tam księży, a ja nie chcę w tym uczestniczyć.
- Żyje pan bez ślubu, nie płaci składek, nie uczestniczy w spotkaniach CEB, więc jaki przykład życia chrześcijańskiego daje pan swoim uczniom?
- Ja nie daję przykładu innym, tylko samemu sobie (trudno to wyrażenie przetłumaczyć – chodzi o to, że wiara jest sprawą prywatną i koś po prostu stara się dobrze żyć).
- Wie pan co? Niech pan lepiej pojedzie do Gagnoa odnowić karnet chrztu, ureguluje Dernier du culte za zaległe lata, wybierze się na spotkanie CEB w przyszłym tygodniu i poważnie pomyśli o swojej żonie, bo póki co, na pięć punktów za życie religijne, mimo że jest pan ochrzczony, nie mogę przyznać ani jednego.
4. Nie tylko w pustyni, nie tylko w puszczy
Henryk Sienkiewicz, w znakomitej skądinąd powieści w „Pustyni i w Puszczy” (choć znam osoby uważające, że powinno się ją czytać w czyśćcu – za pokutę), wspomina między innymi problemy z katechizacją Afrykańczyków, jakie napotykają jego bohaterowie:
Pojęcie o złem i dobrem miał [Kali] aż nadto afrykańskie, wskutek czego między nauczycielem a uczniem zdarzyła się pewnego razu taka rozmowa
– Powiedz mi – zapytał Staś – co to jest zły uczynek?
– Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy – odpowiedział po krótkim namyśle – to jest zły uczynek.
– Doskonale! – zawołał Staś – a dobry?
Tym razem odpowiedź przyszła bez namysłu:
– Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy.
Nie wiem, skąd Sienkiewicz czerpał podobne informacje, którymi książka jest zresztą naszpikowana, natomiast faktem jest, że i dzisiaj można spotkać ludzi myślących w podobny sposób i uwierzcie mi, że z reguły wcale nie jest to zabawne. Kiedy na przykład ktoś mówi na spowiedzi, że ukradł sznurek, należy się dopytać, co było przywiązane na drugim jego końcu, bo może się okazać, że był to wół.
Podzieliłem się tą obserwacją z jednym z moich współbraci, który oburzony stwierdził, że nie można sprawy tak uogólniać, bo ludzie z niektórych plemion wcale tak nie myślą (co moim prywatnym zdaniem stanowi jedynie potwierdzenie reguły).
o. Wojciech Kobyliński, CMF











Kwiecień 2026
