Śp. Filomena Leszczyńska, mieszkanka wsi Malinowo w powiecie siemiatyckim do końca życia walczyła o dobrą pamięć swojego stryja Edwarda Malinowskiego, którego w książce autorstwa Barbary Engelking i Andrzeja Grabowskiego „Dalej jest noc”, oskarżono o wydawanie Żydów podczas II wojny światowej.
W ostatnich latach jej nazwisko pojawiało się w wielu europejskich mediach. Jej sprawę zauważono też za oceanem. Jaki był powód takiego zainteresowania? Jak sama mówiła, walczyła o prawdę. Problem w tym, że nie dla wszystkich ta prawda była wygodna.
O Filomenie Leszczyńskiej zrobiło się głośno za sprawą książki „Dalej jest noc” napisanej pod redakcją prof. Jana Grabowskiego i prof. Barbary Engelking. Przedstawiono w niej historię Edwarda Malinowskiego, stryja pani Filomeny, podczas wojny sołtysa Malinowa na Podlasiu. W opracowaniu uznanych na całym świecie autorów Edward Malinowski został przedstawiony jako pazerny szmalcownik, gotowy ograbić znajdujących się w śmiertelnym zagrożeniu Żydów. Taki opis postaci pasował do stereotypu polskiego chłopa lansowanego na zachodzie. Z opinii świadków z tamtych czasów wynikało jednak zupełnie co innego.
Sołtys Malinowski wcale nie był szczęśliwy z funkcji sołtysa, jaką musiał pełnić, a okolicznym Żydom bezinteresownie pomagał. Są na to zeznania Żydów, których ratował. Według tych zeznań nie był więc szmalcownikiem, jak starano się go przedstawić, a bohaterem pomagającym ludziom, mimo grożącej za to kary śmierci.
Właśnie o prawdę i honor swojego stryja postanowiła walczyć pani Filomena. Wytoczyła proces słynnym historykom, zarzucając im, że skłamali i celowo ukrywali prawdę. Według strony pozywającej, autorzy opracowania „Dalej jest noc…” manipulowali wiedzą historyczną pokrętnie interpretując opisywane wydarzenia lub wycinając ważne fragmenty z archiwalnych zeznań świadków. Sami historycy przyznali podczas procesu, że faktycznie doszło do pomyłki i pomylono biogramy różnych Edwardów Malinowskich, scalając je w jedną postać.
Sąd pierwszej instancji przyznał rację Filomenie Leszczyńskiej i nakazał prof. Engelking i Grabowskiemu przeprosić za pomówienia, jakie znalazły się w ich książce. Przez światowe mediach przetoczyła się fala krytyki wobec ośmielającej się przeczyć naukowcom mieszkance Podlasia. Tak zwana postępowa prasa zarzucała, że w Polsce łamane jest prawo do swobodnych badań naukowych. Dwójka autorów zyskała miano niesprawiedliwie osądzanych ofiar, a sam proces miał mieć charakter polityczny.
Zachodnim dziennikarzom sprawę wyjaśniała pełnomocnik Filomeny Leszczyńskiej, mecenas dr Monika Brzozowska-Pasieka. – Prawda jest taka, że pani Filomena, jak każda inna osoba, ma prawo do sądu i rozpoznania sprawy w sprawiedliwym procesie – to jest jedno z podstawowych praw człowieka. Jako kobieta, jako adwokat nie zgadzam się na wykluczenie starszej, schorowanej, prawie niewidomej kobiety, która mieszka na wsi, z prawa do sądu. Była to typowa sprawa cywilna, gdzie wnosiliśmy o zaniechanie naruszanie dóbr osobistych w postaci kultu pamięci o zmarłym stryjku – tłumaczyła prawniczka na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.
W sierpniu tego roku sąd apelacyjny zmienił wyrok z pierwszej instancji. Autorzy nie muszą już przepraszać, ponieważ sąd uznał, że „weryfikowanie i podważanie oceny pozwanej, do czego w istocie zmierza w tej sprawie strona powodowa, stanowi niedopuszczalną ingerencję w wolność badań naukowych i swobodę wypowiedzi”.
Filomena Leszczyńska w połowie sierpnia zapowiadała, że za pośrednictwem swoich pełnomocników złoży wniosek kasacyjny do Sądu Najwyższego. Niestety nie zdążyła tego zrobić. Zmarła 8 października.
.jpg)
.jpg)
Źródło: Powiat Siemiatycki
Abol [ja]






























Luty 2026
