Krawężnik nie do pokonania
Właśnie z takimi problemami na co dzień zmagają się osoby niepełnosprawne. Dla nich samotna wyprawa do miasta jest praktycznie niemożliwa. Dlaczego? Bo na każdym kroku czekają na nich bariery architektoniczne, których pokonanie o własnych siłach graniczy z cudem. Najbardziej powszechną barierą są za wysokie krawężniki. Na wielu przejściach w mieście nie są w ogóle obniżone, a to sprawia, że niepełnosprawny ma ogromne problemy z wjechaniem z ulicy na chodnik. Taka sytuacja od wielu lat występuje np. na ul. Kościelnej, czy ul. Nowopijarskiej. Wcale nie lepiej jest na przejściach przy Al. Tadeusza Kościuszki, ul. Siedleckiej oraz tzw. małej obwodnicy. Ich samodzielne pokonanie dla osoby niepełnosprawnej jest niemożliwe. Osoba na wózku nie ma więc wyboru – aby przedostać się na drugą stronę, musi przejechać kilkadziesiąt metrów po jezdni.
Z przejścia na… trawnik
Pokonanie krawężników staje się też problemem dla matek z wózkiem. Samodzielne podniesienie wózka, jeżeli z boku idzie jeszcze drugie dziecko, nie jest prostym manewrem. Ale jeszcze gorzej jest, gdy po szczęśliwym pokonaniu przejścia dla pieszych i krawężnika, nie znajdziemy się na chodniku, tylko na… trawniku. I choć wydaje się to sporym absurdem, to jest codziennością dla osób mieszkających w okolicach ul. Kruczkowskiego. Przejście przez Al. Wojska Polskiego na wysokości Szkoły Podstawowej nr 5 prowadzi wprost na trawnik, bo o chodniku w tym miejscu zapomniano.Kolejnym najbardziej powszechnym problemem są schody, które uniemożliwiają wjazd do budynku. Wiele osób na wózku musi zapomnieć o codziennych zakupach w wielu sklepach oraz o samodzielnym załatwieniu sprawy w urzędzie. Wyjątek stanowi jedynie kilka budynków, np. ZUS, PUP, markety, część niedawno powstałych lokali oraz apteki. Jedynie wtajemniczeni wjadą do budynku Urzędu Miasta. Nie wszyscy wiedzą o istnieniu bocznego wejścia dostosowanego dla osób niepełnosprawnych, a jakiejkolwiek informacji na ten temat od strony frontowych drzwi próżno szukać.
Kultura nie dla niepełnosprawnych
Osoby na wózku mogą też zapomnieć o skorzystaniu z oferty kulturalnej. Wjazd do budynku ŁOK-u jest niemożliwy. Niepełnosprawny zobaczy jedynie wysokie schody, które skutecznie wybiją mu z głowy jakiekolwiek marzenia o zobaczeniu występu, czy wystawy.O samodzielnym poradzeniu sobie w danej sytuacji, może też pomarzyć osoba na wózku, która chciałaby wypłacić pieniądze z bankomatu. Dwa największe banki PKO BP i PKO SA, skutecznie uniemożliwiają taką czynność w Łukowie. Chętny na wypłatę pieniędzy w bankomacie, przy każdym z nich natknie się albo na jeden dość wysoki schodek, albo w gorszym przypadku na kilka schodków. A to skutkuje jednym: wypłata pieniędzy w bankomacie staje się niemożliwa.
„Wózkowicze” narzekają również na parkujące samochody. Przy kilku ulicach trudno jest się przecisnąć pomiędzy ścianą, a stojącym pojazdem. Kierowcy często zapominają o pozostawieniu przepisowej odległości 1,5 m. W efekcie problem z przejściem mają nie tylko niepełnosprawni, ale również matki prowadzące wózek z dzieckiem. W takiej sytuacji nie ma wyjścia – trzeba szukać innej drogi.
Brakuje żółtych płyt
Jednak bariery architektoniczne nie są problemem wyłącznie dla osób na wózku. W jeszcze gorszym położeniu są osoby niewidome lub niedowidzące. O takich osobach Łuków zapomina i skazuje je na siedzenie w domu. Osoba niewidoma miałaby problem z pokonaniem zdecydowanej większości przejść dla pieszych na terenie miasta. Prawie przy żadnym z nich nie ma specjalnych żółtych płyt z guzkami, które ułatwiają pokonanie przejścia osobie słabowidzącej. Jedynym wyjątkiem są przejścia przy niedawno zmodernizowanych drogach – np. przy ul. Świderskiej, Kiernickich i na skrzyżowaniu obwodnicy z ul. Żelechowską. Położone w tych miejscach wyprofilowane płyty, pomagają osobie niedowidzącej w zorientowaniu się, gdzie dokładnie zaczyna się przejście. Szkoda jedynie, że przejść wyposażonych w tego typu płyty wciąż jest tak mało.
Przycisk „na wysokości”
Wcale nie mniejszym problemem są też przejścia, na których znajduje się sygnalizacja świetlna. Nie na wszystkich z nich działa sygnał dźwiękowy, który informuje osobę niewidomą, że świeci się światło zielone. Jeszcze gorzej jest, gdy taka sygnalizacja wzbudzana jest przyciskiem. Osoba niedowidząca może mieć spory kłopot z jego znalezieniem. Warto też, aby przycisk umieszczony był na rozsądnej wysokości. Na skrzyżowaniu ul. Jana Pawła II z ul. Ks. Popiełuszki niestety tak nie jest. Problem z dosięgnięciem żółtego przycisku mają tam nie tylko niepełnosprawni, osoby na wózku, czy dzieci, ale nawet starsze osoby o niskim wzroście.
Zobacz zdjęcia w większym rozmiarze
mateo19/Łuków






























Maj 2026
