Nasz korespondent, Sławomir Karwowski odwiedził Uhnin, by sprawdzić czy faktycznie biogazownia to uciążliwy sąsiad dla mieszkających tam ludzi. Mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, mówią jednym głosem – jest bardzo źle.
- Tutaj jest taki fetor, że nie można wytrzymać, nie ma czym oddychać - skarży się pani Halina Gębska i dodaje - Kiedyś na wakacje przyjeżdżała do nas rodzina, teraz już nikt nie przyjeżdża. Wiele osób ma też problemy ze zdrowiem, astma, choroby alergiczne, ja sama mam wysypkę na nogach - podkreśla. Pani Halina mówi też, że z powodu fetoru nie można nawet otworzyć okna, nie mówiąc już o wywieszeniu prania.
Wiesława Wołnysz zwraca natomiast uwagę na to, że biogazownia od początku jest uciążliwa, a mieszkańcy nie mogą się dogadać z prezesem. – Prezes traktuje nas jak powietrze, mówi nawet, że jesteśmy aborygenami - wyjaśnia Pani Wiesława.
Wiesława Wołnysz podkreśla, że mieszkańcy problemem próbowali zainteresować różne instytucje, jednak jak na razie bez żadnych efektów.
– Pisaliśmy do SANEPID-u w Parczewie, do przedstawicieli Wojewódzkiej Ochrony Środowiska w Białej Podlaskiej. Kontrole były, ale nigdy z udziałem mieszkańców. W kontrolach uczestniczył natomiast właściciel - mówi Wiesława Wołnysz i dodaje: - Otrzymywaliśmy pisma z odpowiedzią, że wszystko jest w porządku, a gospodarz biogazowni prowadził jedynie doświadczenia. Doświadczenie miało polegać na zaobserwowaniu tego ile wody wyparuje z rozlanego nawozu , a jak wszyscy widzieliśmy tam było po prostu „bajoro” . Lasu niestety nie udało się uratować, nie pomalujemy go przecież na zielono - mówi z żalem Pani Wiesława.
Kierownictwo biogazowi w Uhninie nie chciało z nami porozmawiać o zarzutach kierowanych przez mieszkańców pod ich adresem.
SKarw/Uhnin [Msz]
Więcej informacji z Parczewa i powiatu parczewskiego [kliknij]
Podlasie24.pl również na Facebooku- kliknij Lubię to!































Paźdzernik 2026
