Paulina Guzek: Dlaczego piłka?
Konrad Gołoś: Nie pamiętam momentu, kiedy zafascynowałem się piłką. To było naturalne i jedyne rozwiązanie. Wydaje mi się, że każdy człowiek rodzi się z powołaniem do czegoś, z jakąś pasją. Moją był futbol. Piłka była bezwarunkowo wszędzie, na podwórku, w szkole, na treningach, w domu, w pokoju. Nie potrafiłem bez niej normalnie funkcjonować. Dawała mi dużo radości, była moją motywacją, byłem gotowy poświeć dla niej wszystko. Ja po prostu z miłością do piłki się urodziłem.
P.G. Z ligi okręgowej do ekstraklasy, czyli jak Konrad został piłkarzem?
K.G. Grając w Pogoni nie myślałem o tym, że kiedyś dane mi będzie występować obok największych gwiazd polskiego futbolu. Skupiony byłem na grze, nad ciągłą pracą nad sobą, to było dla mnie najważniejsze. Gdzieś ktoś mnie zauważył i zaczęło się. Wszystko potoczyło się tak szybko. Jak poszedłem do Polonii byłem bardzo szczęśliwy, gra w ekstraklasie, zupełni inny poziom piłkarski. Miałem też dużo wątpliwości, bałem się, że nie dam rady, że będę odstawał od klasowych zawodników. W głowie pojawiały się pytania czy to już ten czas i miejsce dla mnie. Do tego odchodził jeszcze problem z kolanem, czy fizycznie dam radę. Już na samym stracie miałem dużo wątpliwości. Na początku trzeba się pokazać, a ja nie wiedziałem czy moje kolano wytrzyma. W Polonii zbudowałem pewność siebie, dzięki tym dobrym meczom na początku. Czym więcej ludzi wierzyło we mnie, czym więcej wsparcia czułem od chłopaków tym lepszym byłem piłkarzem. Mój pierwszy mecz z Wisłą Kraków, emocje bardzo duże. Mecz średni, przeciętny. Dla mnie ważne było to że dostałem duży kredyt zaufania, że ktoś stwierdził, że mam potencjał i na mnie postawił. To pozwoliło mi uwierzyć w siebie i pewnym momencie zacząć grać na miarę swoich możliwości.
fot. www.wislaportal.pl
P.G. Powołanie od reprezentacji, gra z orłem na piersi, ogromne wyróżnienie, co czuje się takich chwilach?
K.G. Ogromną dumę. Tego nie da się opisać słowami. Najważniejszy moment w życiu piłkarza i emocje, które zostają w sercu do końca. Bardzo miło to wspominam. Ale ze względu na to, że tak szybko skończyłem karierę piłkarską i mam świadomość, że te chwile już się nie powtórzą staram się nie wracać do tamtych chwil, bo bardziej mnie rozczulają niż napełnią pozytywną energią.
P.G. Czy piłkarz ma czas na życie pozasportowe?
K.G. Zdecydowanie tak, Trzeba tylko umieć sobie wszystko zaplanować. Ten zawód wiąże się z ciągłymi wyjazdami, rozstaniami, przeprowadzkami. Wyjeżdża się z dnia nadzień, trzeba zaczynać zupełnie nowe życie w innym środowisku. Czasami jest ciężko. Pamiętam jak wyjeżdżałem z domu po raz pierwszy. Dla mnie osobiście był to koszmar. Tęskniłem za rodziną znajomymi. Potem pożegnanie z Radomiem, gdzie miałem dużo wiernych kibiców i wspaniałych kolegów z drużyny. To są bardzo ciężkie momenty, ale trzeba się z tym pogodzić. To jest wpisane w zawód piłkarza. Zawsze można znaleźć czas dla rodziny, przyjaciół, nawet na szkołę.
P.G. Największy pechowiec ekstraklasy, tak o Tobie mówiono z powodu ciągłych kontuzji i przerw w grze. Jak radziłeś sobie w tych trudnych chwilach?
K.G. Kontuzje są wpisane w ten zawód i każdy sportowiec liczy się z tym, że mogą się zdarzyć. Najważniejsze jest to, żeby jak najszybciej wrócić do gry, żeby uwierzyć w siebie, w to, że wszystko będzie dobrze. Kontuzje dają tyle, że człowiek jest głodny gry i pragnie jak najszybciej wrócić na boisko. Natomiast bardzo ciężko jest dojść do formy po długiej kontuzji, szczególnie jak nie masz obok siebie ludzi, którzy są w stanie pomóc. Rehabilitacje są bardzo męczące, bywają cięższe niż sam trening. Na powrót potrzeba dużo czasu. Ja za każdym razem jak wracałem to czułem się tak, jakbym z ulicy trafił a boisko. Każda mocniejesz przebieżka wywoływała zadyszkę, ale walczyłem. Kontuzja nigdy nie był dla mnie powodem do doławiana się. Trzeba było działać szybko i starć się dużo bardziej. Dopóki kolano dawało mi szansę na grę, grałem, bo nic nie sprawiało mi większej radości w życiu.
P.G. Czy nie żałujesz zakończenia kariery, tego że nie spróbowałeś jeszcze raz?
Nie. Kolano boli mnie po zwykłych gierkach z kolegami. Zabiegi nic mi nie dawały. Przechodziłem różne rehabilitacje, ale kolano tak się zużyło, że w tym momencie wygląda jak u pięćdziesięciolatka. Przed wszystkim to było męczenie psychiki. Wychodzisz na trening, na początku jest wszystko w porządku, później zmęczenie narasta. Mocny wysiłek fizyczny i duże obciążenia na kolano, nie dawałem rady. Po dwóch tygodniach treningu kolano puchnie, wizyta u lekarza, kolejne rezonanse, przecież ja rezonansów miałem z 15. Na wyniki czeka się jak na wyrok, który zaważy o dalszym życiu. Czy będę mógł grać, czy znowu kolejny zabieg i miesiące rehabilitacji. Odbijało się to na moim zdrowi fizycznym i psychicznym.
Byłem niespokojny, budziłem się rano i nie wiedziałem jak potoczy się kolejny dzień.
Kiedy maiłem zabiegi i boreliozę cały czas chodziłem na rehabilitacje i jednoczenie się leczyłem, nie odpuszczałem. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale jednocześnie wierzyłem, że wszystko się ułoży. Był taki monet, kiedy pojechałem na testy z Górnikiem Zabrze. Trening dwa razy dziennie, duże obciążenie. Mimo tego, że wczesnej było wszystko dobrze dalej bolało mnie kolano, dalej mi puchło, codziennie brałem leki przeciwbólowe. Udawało mi się utrzymywać stan nogi na tyle, że mogłem grać, natomiast każdy trening sprawiał mi ból i stwierdziłem, że nie czerpię z tego przyjemności, że nie daje mi satysfakcji coś co jest moją największą pasją, coś co kocham, wiec jaki jest sens ciągnąć to dalej? Jaki jest sens męczyć się i uzależniać wszystko od kolana? Podjąłem bardzo trudną decyzję, ale jej nie żałuje.
P.G. Miałeś jakieś plany na przyszłość?
K.G. Podjąłem trudną decyzję z dnia na dzień i musiałem zacząć wszystko od nowa. Zbudować swój świat od zera. Miałem jakieś tam oszczędności co dawało mi psychiczny spokój, że mogę sobie wszystko zaplanować i poukładać. Propozycje zaczęły pojawiać się powoli same. Dostałem ofertę od BMG-SPORT, profesjonalnej agencji menadżerskiej i tam zacząłem budować swoje nowe życie. Dla mnie najważniejsze było to, że dalej zostaje blisko piłki. Nie musiałem się niczego uczyć, znałem ten świat, miałem kontakty. Zakończyłem pewien etap swojego życia, zamknąłem rozdział pod tytułem „ Konrad - piłkarz” i teraz pisze nowy „ Konrad – menadżer”. Niedawno dopełniłem wszystkich formalności i jestem licencjonowanym menadżerem do spraw piłkarzy.
P.G. Na czym polega Twoją praca?
K.G. Cały czas się uczę, nabieram doświadczenia, korzystam z doświadczenia mojego szefa, Bartka Bolka, który jest bardzo dobry w tym co robi. Opiekuje się kilkoma chłopakami i staram się ich wypromować. Jedzże na mecze, oglądam chłopaków z którymi współpracuje, szukam nowych zawodników, z którymi chciałbym współpracować. Opowiadam im o firmie, o tym co mogę zaoferować, jak pracujemy, jak podchodzimy do zawodnika. Są różne problemy, z którymi piłkarze się stykają, dlatego dbam o nich wieloaspektowo. Staram się wypracować coś takiego, że kiedy cokolwiek się dzieje pierwszą osobą do której dzwoni zawodnik jestem ja. Nie chce żeby zostawali sami z problemami. Piłka to nie tylko treningi i gra, to także dużo formalnych pozasportowych czynników, tu właśnie wkracza menadżer.
P.G. Brakuje Ci piłki?
K.G. Nie ma byłego zawodnika, który będąc na meczu nie wszedłby na boisko. Nie pograł. Każdy tęskni za meczem ,za grą, za treningiem. Czasami gdzieś tam człowiek myśli, może bym sobie jeszcze pograł... Kiedy odwiedzam piłkarskie stadiony łza kręci się w oku, wspomnienia wracają, a nogi same rwą się do gry. Jest jedna rzecz, która daje mi dużo energii. Sukcesy chłopaków którymi się zajmuję, to mi daje siłę żeby iść do przodu, napędza mnie. Dla mnie to nowe wyzwanie, dopiero uczę się bycia menadżerem. Mam teraz kilku młodych chłopaków którymi się opiekuję, z którymi rozmawiam codziennie, samo to że mogę mieć na nich pozytywny wpływ, że pewne rzeczy mogę im przekazać ze swojego doświadczenia, mogą uniknąć moich błędów. Daje mi to ogromną satysfakcje i wierzę, że pracując z tym chłopakami doprowadzimy do tego ze będą mieli fajne kariery piłkarskie,.
P.G. Co daje, a co odbiera?
K.G. Daje mega satysfakcje, dużo radości, dużo niesamowitych wspomnień, zabiera zdrowie, chociaż jak ktoś potrafi do tego dobrze podejść to pewnie nie. W sumie niewiele zabiera poza zdrowiem, które gdzieś tam najbardziej dostaje po kościach. Gdybym mógł cofnąć czas i wybrać jak miałoby wyglądać moje życie, na pewno wybrałbym ponownie sport i piłkę nożną, bez względu na wszystko.
P.G. Bardzo dziękuję za wywiad i życzę sukcesów nowym, menadżerskim życiu.
K.G. Dziękuję.
[Msz]






























Styczeń 2026
